A A A
VI NIEDZIELA WIELKANOCY – 10.05.2026 r.

Z Ewangelii wg św. Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie".

Rozważanie

Jezus mówi dziś coś, co brzmi pięknie…
ale tak naprawdę dotyka bardzo konkretnie życia:
„Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.”
Czyli:
nie chodzi o to, co czujesz.
Chodzi o to, jak żyjesz.
Bo miłość bez decyzji bardzo szybko staje się tylko deklaracją.
Słowem, które nic nie zmienia.
I tu zaczyna się napięcie.
Bo każdy z nas chce kochać Boga…
ale nie każdy chce oddać Mu swoje wybory.
A Jezus nie rozdziela tych dwóch rzeczy.
On mówi wprost:
jeśli naprawdę Mnie kochasz - będzie to widać.
Nie w wielkich słowach.
W codzienności.
W tym, jak przebaczasz.
Jak mówisz prawdę.
Jak wybierasz dobro, nawet gdy jest trudniej.
I zaraz potem mówi coś, co wszystko zmienia:
„Nie zostawię was sierotami.”
To zdanie jest jak oddech.
Bo Jezus wie, że sami nie damy rady.
Że człowiek szybko się gubi.
Że chce dobrze… a potem znowu wybiera po swojemu.
I dlatego obiecuje Ducha.
Nie jako „pomocnika z zewnątrz”.
Ale jako obecność w środku.
Kogoś, kto przypomina,
kto podpowiada,
kto daje siłę wtedy, kiedy człowiek już jej nie ma.
Bo największym kłamstwem o wierze jest to,
że masz się ogarnąć sam.
Nie masz.
Jezus mówi:
„Ja żyję i wy żyć będziecie.”
Czyli:
to nie jest tylko kwestia zasad.
To jest życie, które przychodzi od Niego.
I może właśnie tu jest najważniejsze.
Bo można próbować być „dobrym człowiekiem” o własnych siłach…
i w środku być zmęczonym, pustym, rozbitym.
A można pozwolić, żeby On był w tobie…
i nagle zaczyna się coś zmieniać.
Cicho.
Bez fajerwerków.
Ale naprawdę.
Bo Bóg nie przyszedł, żebyś był idealny.
Przyszedł, żebyś nie był sam.
I jeśli coś dziś masz zapamiętać, to tylko to:
On nie zostawia.
Nawet wtedy, gdy ty się gubisz.
 
       Klara Zawadzka