Z Ewangelii wg św. Mateusza
Jezus powiedział do apostołów: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.
Rozważanie
Największy dramat zaczyna się wtedy, gdy od drugiego człowieka oczekujemy tego, co może dać tylko Bóg.
Miłości, która nigdy nie zawiedzie.
Obecności, która nigdy się nie skończy.
Pewności, której nic nie odbierze.
I wtedy wystarczy jedno odejście.
Jedno rozczarowanie.
Jedna strata.
Żeby świat zaczął się rozpadać.
Nie dlatego, że kochaliśmy.
Ale dlatego, że na człowieku oparliśmy całe swoje bezpieczeństwo.
Właśnie dlatego Jezus wypowiada dziś słowa, które wielu wydają się zbyt trudne:
„Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.”
To nie jest wezwanie, żeby kochać rodzinę mniej.
Bóg nie rywalizuje z tymi, których kochasz.
On chce być fundamentem każdej prawdziwej miłości.
Jeśli od drugiego człowieka oczekuję tego, co może dać tylko Bóg, prędzej czy później skrzywdzę i jego, i siebie.
Bo nikt z nas nie potrafi być czyimś zbawicielem.
Żaden mąż.
Żadna żona.
Żadne dziecko.
Żaden przyjaciel.
Dlatego Jezus mówi tak radykalnie.
Nie dlatego, że walczy o pierwsze miejsce z naszymi bliskimi.
Ale dlatego, że wie, iż serce oparte na Bogu dopiero uczy się naprawdę kochać.
Bez lęku.
Bez zaborczości.
Bez ciągłego strachu przed utratą.
Potem Jezus mówi:
„Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną…”
Krzyż nie jest dowodem, że Bóg odszedł.
Bardzo często jest miejscem, w którym człowiek odkrywa, że tylko Bóg wystarczy.
Bo kiedy wszystko inne zaczyna się chwiać, zostaje tylko to, na czym naprawdę zbudowaliśmy swoje życie.
Na końcu Jezus mówi o kubku świeżej wody.
To zaskakuje.
Po tak wymagających słowach nie mówi o wielkich dziełach.
Mówi o najprostszym geście.
Jakby chciał powiedzieć:
Nie szukaj wielkich okazji, żeby Mnie kochać.
Kochaj Mnie w codzienności.
W cierpliwości.
W przebaczeniu.
W obecności.
W małych gestach, których często nikt nie zauważy.
Bo właśnie tam miłość staje się prawdziwa.
I może właśnie dlatego ta Ewangelia nie jest przede wszystkim o tym, kogo masz kochać bardziej.
Jest o tym, na kim oprzesz swoje serce.
Bo kiedy jego fundamentem staje się Bóg, nie kochasz ludzi mniej.
Kochasz ich tak, jak uczy kochać Chrystus.
Klara Zawadzka
