Parafia pw. św. Krzysztofa w Szczecinku

ul. Pomorska 43, 78-400 Szczecinek
  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
tel. + 48 500 218 081
tel. + 48 692 390 647

 


 

107804
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiac
Poprzedni miesiac
Wszystkie
73
166
1188
62068
3729
3494
107804
Visitors Counter

Ogłoszenia na XXIX Niedzielę Zwykłą 19.10.2014

1. Dzisiaj odbywa się liczenie wiernych w kościele.
 
2. Przypadająca dziś 29 niedziela w ciągu roku jest Niedzielą Misyjną, rozpoczynającą Tydzień Misyjny. Składka zbierana dziś podczas wszystkich Mszy Świętych przeznaczona jest w całości na fundusz misyjny. Modlimy się za wszystkich misjonarzy, którzy pracują w niektórych krajach w warunkach zagrożenia życia. Pamiętajmy też w tygodniu misyjnym o misjonarzach duchownych i świeckich, którzy zostawiwszy swoje domy i swoich bliskich, udali się do dalszych i bliższych krajów, by dawać świadectwo o miłości Chrystusa do każdego człowieka.
 
3. Trwa miesiąc październik, a co się z tym wiąże, w naszym kościele są odprawiane nabożeństwa różańcowe, podczas których rozważamy i odmawiamy tajemnice różańcowe. Ta modlitwa przekazana nam przez Maryję pomaga nam w rozwiązaniu wielu trudnych sytuacji, w zrozumieniu przeżywanych problemów i pokonaniu napotykanych trudności w życiu rodzinnym, szkolnym czy zawodowym. Serdecznie zachęcamy do udziału w tych nabożeństwach codziennie o godzinie 17:00
 
4. Od 27 października do 7 listopada wolontariusze ze Szkolnych Kół Caritas ze Szkoły Podstawowej Nr 6 i Zespołu Szkół Nr 3 w okolicach cmentarza przeprowadzą akcję "Zapałka nie ogrzeje". Prosząc diecezjan o datki, które w całości przeznaczone zostaną na zakup opału na zimę dla potrzebujących rodzin, jako podziękowanie darczyńcom rozdawać będą symboliczne opakowanie zapałek - zapałki nie są na sprzedaż!
 
5. We czwartek przypada 23 dzień miesiąca. Zapraszamy w tym dniu na Mszę św. wieczorną i na Nabożeństwo ku czci Św. o. Pio.
 
6. Zachęcamy wszystkich parafian do włączenia się do Żywego Różańca. Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie się w zakrystii.
 
7. W liturgii tygodnia czcimy:
w poniedziałek – św. Jan Kanty, prezbiter
we wtorek – bł. Jakub Strzemię, biskup
We środę - św.. Jana Pawła II
 
8. Po Mszy św. będzie zbiórka do puszki na cele budowlane. Składamy serdeczne Bóg zapłać wszystkim ofiarodawcom wrzucającym swoje ofiary do puszki, wpłacającym na konto oraz składającym ofiary w domach i mieszkaniach. Dziękujemy również osobom odwiedzającym domy i mieszkania zbierając ofiary.  Dziękujemy za pracę włożoną w utrzymanie czystości w kościele. Bóg Zapłać.
 
9. Trwa dostarczanie do domów i mieszkań kartek wypominkowych, byśmy mogli je wypełnić i dostarczyć do parafii jeszcze przed 1 listopada.
 
10. Polecamy nowy numer „Gościa Niedzielnego”, a w nim m. in.:
- o papieżu Pawle VI, który w dniu dzisiejszym zostanie beatyfikowany
- o wielkiej popularności nowenny pompejańskiej i dodatek z instrukcją do jej odmawiania
- rozmowa z Mary Wagner, mądrą i odważną Kanadyjką, która w więzieniu spędziła 22 miesiące tylko za to, że próbowała ratować nienarodzone dzieci.
 
11. Do nabycia są Kalendarze ścienne na rok 2015 – nabycie kalendarza to cegiełka na budowę Domu Pielgrzyma.
 
Ogłoszenia  lokalne:
W ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej będzie mieć miejsce:
- 21 w we wtorek o godz. 19:00 Kinie Wolność koncert zespołu LUXTORPEDA.
- 22 we środę w kościele mariackim o godz 18:40 koncert organowo wokalny „Magnificat”
- 25 w sobotę w naszym kościele o godz. 18:30 Koncert akordeonowy „Dziękujemy Ci, Maryjo” w wykonaniu uczniów i absolwentów Szkoły Muzycznej im. Oskara Kolberga s w Szczecinku
 
Wszystkim parafianom i gościom życzymy zdrowia i obfitości łask Bożych, które chcemy wypraszać sobie przez ręce Matki Bożej Różańcowej oraz naszego patrona Św. Krzysztofa.
 
Proboszcz  - ks. Bogusław Matusik Wikariusz – ks. Gracjan Ostrowski
 

Aktualności - XXIX Niedziela Zwykła 19.10.2014

Z Ewangelii  św. Mateusza
Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Mt 22,15-21
Boskie i cesarskie
Ta Ewangelia zawsze budziła sporo emocji i liczne komentarze, miała też wielorakie konsekwencje w życiu społecznym. Musimy od razu zauważyć, że u jej źródła leży konflikt między ówczesną władzą Izraela a Jezusem, konflikt, który jest ponadczasowy i wyrasta z odwiecznej walki między duchem tego świata a Bogiem. Ludzie ciągle kwestionują prawo Boga do człowieka, odrzucają Jego miłość i chcą być autonomiczni, co w istocie sprowadza się do buntu i walki z Bogiem. Przybiera ona często – podobnie jak w tej Ewangelii – pozory kulturalnej dyskusji, stroi się w szaty tolerancji, liberalizmu, ale ma na celu tylko jedno: uniezależnić się od Boga.
W czasach Jezusa podatek dla Cezara był symbolem politycznej niewoli. Faryzeusze chcieli więc wpędzić Jezusa w ślepą uliczkę: sprowokować do wypowiedzi bądź to buntowniczej wobec władzy, o co łatwo by Go było oskarżyć; bądź też do deklaracji bardzo niepopularnej, która wywołałaby powszechny sprzeciw ludzi. Jezus rozpoznał tę przewrotność i dlatego nie wdawał się w bezsensowną dyskusję. Sięgnął głębiej – odwołał się do podstawowych prawd i zasad moralnych, regulujących wszelkie relacje między człowiekiem, Bogiem a społeczeństwem. Zasady te są ustanowione przez Boga, są niezbywalnym prawem człowieka i dlatego nikt nie może ich zmieniać ani łamać. Nad nimi się nawet nie dyskutuje; co najwyżej trzeba tylko szukać dobrego ich zrozumienia.
Bóg, który jest Stwórcą świata i człowieka, respektuje słuszną autonomię świata stworzonego i respektuje wolność, w którą wyposażył człowieka. Dlatego też oddzielił sprawy boskie od ludzkich, bo rozgrywają się one na różnych płaszczyznach. Ale to nie znaczy, że są one zupełnie niezależne, jak to często próbuje się nam wmawiać, postulując radykalne rozdzielenie Kościoła i państwa. W podtekście rozumie się to tak: chodźcie sobie do kościoła i tam bądźcie sobie katolikami, odmawiajcie sobie modlitwy, śpiewajcie pieśni, ale gdy z kościoła wyjdziecie, szybko o tym zapomnijcie. Tu jest świat, tu jest państwo i tu obowiązują inne prawa. Tu nie ma miejsca dla Boga, On musi się zadowolić kościołem! Trochę w to uwierzyliśmy i faktycznie katolikami jesteśmy najczęściej tylko w niedzielę na mszy, a w domu, pracy, szkole – w życiu – jesteśmy bezbożnikami, ukrywającymi skrzętnie jakiekolwiek związki z Bogiem. Nawet uzasadniliśmy to sobie specjalnym porzekadłem: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu... lampę”.
Tymczasem w życiu nie da się tak rozgraniczyć sfery „z Bogiem” i sfery „bez Boga”, bo życie ludzkie jest jednością. Płaszczyzny te przecinają się w człowieku: człowiek żyje i funkcjonuje zarówno w państwie – domenie cezara, jak i w Kościele, czyli na płaszczyźnie nadprzyrodzonej. Wszędzie należy respektować prawo Boże, prawdę, dobro, piękno – czyli właśnie Boga. Jeśli nasze życie będzie ukierunkowane na Boga, będzie też w najpełniejszym tego słowa znaczeniu ukierunkowane na człowieka. Bo człowieka nie da się do końca zrozumieć ani mu służyć – bez Chrystusa. Chrystusa nie musimy się bać! Śmiało możemy otworzyć przed Nim drzwi swojego życia, systemów społecznych, politycznych, ekonomicznych.
Natomiast trzeba się bać tych, którzy chcieliby uzurpować sobie w całym zakresie władzę nad obydwoma porządkami. A więc z jednej strony tych, którzy próbują dochodzić prawdy i dobra nie przez osobiste świadectwo wierności, przekonywanie i argumentację, lecz tylko na drodze urzędowej, środkami przymusu, dekretami, naciskiem politycznym. A z drugiej strony należy się bać nadopiekuńczości władzy państwowej, przekraczania jej kompetencji, wtrącania się w dziedzinę ducha.
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, przeciwnie, jest naszym obowiązkiem, aby katolicy w życiu społecznym posługując się normalnymi „świeckimi” sposobami działania przekształcali świat w duchu Ewangelii. A więc mamy stanowić prawo zgodne z prawdą i dobrem człowieka, mamy cierpliwie wychowywać, nauczać, świadczyć osobistym przykładem, formować sumienia, a nie tylko urzędowo egzekwować przepisy prawa.
Bo człowiek jest wolny i nawet Bóg respektuje wolność ludzkiego sumienia i nie narzuca niczego siłą. Natomiast trzeba wspomagać ludzką wolność i tak kształtować zasady i instytucje życia społecznego, aby pomagały, a nie przeszkadzały czynić dobro. Kościół ma prawo i obowiązek się o to dopominać.
Ks. Mariusz Pohl
 

Aktualności - XXVII Niedziela Zwykła 5.10.2014r.

Z Ewangelii  św. Mateusza
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Posłuchajcie innej przypowieści! Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli Mu: Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. Jezus im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Mt 21,33-43
 
Zabijmy Boga...
Przypowieść ta ma bardzo konkretnego adresata i obrazuje określoną sytuację. Dlatego wiele szczegółów ewangelicznego tekstu staje się zrozumiałe dopiero po uwzględnieniu tego historycznego kontekstu. I dopiero wtedy, przez analogię, można będzie spróbować wyciągnąć wnioski dla nas samych.
Albowiem każde słowo Pisma św. ma nie tylko sens historyczny, ale niesie także bardzo aktualne wezwanie, skierowane do każdego z nas. Chodzi o to, aby tę indywidualną treść odkryć i zastosować w swoim życiu. Jezus zwrócił się z tą przypowieścią przede wszystkim do faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Sytuacja przedstawiona w opowiadaniu jest tak mało realna, że od razu widzimy, że nie chodzi wcale o jakieś rzeczywiste wydarzenie, lecz o ilustrację czegoś zupełnie innego, a mianowicie sposobu, w jaki Żydzi traktowali Boga. Jezus dlatego użył takich mocnych słów, gdyż chciał przywieść faryzeuszów do opamiętania. I rzeczywiście – zrozumieli, ale nie wywarło to na nich właściwego wrażenia i nie pobudziło do nawrócenia.
Zdumiewająca jest nieraz zatwardziałość człowieka w grzechu, zaślepienie, prowadzące do nienawiści, pycha, która każe popełnić największą zbrodnię, zamiast uznać i przyjąć miłość Boga. Właśnie te cechy obnażył Jezus w przypowieści o rolnikach. Są to te cechy, które w coraz to nowym wydaniu i opakowaniu dochodzą do głosu w ludzkiej historii. Iluż to ludzi pragnęło postawić siebie w miejscu Boga, iluż rościło sobie pretensje do kierowania losem świata i ludzkości, ilu za wszelką cenę chciało uzurpować sobie władzę absolutną.
A najczęściej była to cena ludzkiej krwi. Bo takie kłamstwo, pozory wszechmocy, można narzucić tylko siłą strachu. Właśnie dlatego trzeba nieraz aż zabijać, aby nauczyć respektu, a przynajmniej potulności płynącej z zastraszenia. Wszystkie reżimy budowane są tylko na fundamencie strachu, trwają tak długo, jak długo da się ludzi utrzymać w lęku, w przyzwoleniu na kłamstwo. A wszystko po to, aby zająć miejsce Boga. Żeby to miejsce zająć, trzeba najpierw zabić samego Boga, przynajmniej Boga w ludzkich sercach. Nie przypadkiem wszystkie totalitaryzmy na czele swoich celów stawiały zawsze walkę z wiarą, z Bogiem. Bo Bóg szanuje człowieka, szanuje jego godność i wolność. I dlatego woli sam ucierpieć, niżby miał cofnąć swoje dary i obietnice. Dlatego umarł Jezus. Żydzi nie mogli znieść, że ktoś im przypominał o godności i powołaniu człowieka, bo ludźmi, którzy mają poczucie swojej godności, nie da się manipulować. Oczywiście wiemy, i to z własnego doświadczenia, do czego to prowadzi, do jak wielkiej degradacji człowieka, i to nie tylko ofiar, ale i samych katów.
Musi się w tym miejscu zrodzić pytanie o sens tego wszystkiego. Po co to? Czyż nie lepiej byłoby pracować spokojnie, oddać co cię należy i cieszyć się pokojem i życiem? Pewnie, że lepiej. Ale człowiek nieraz łudzi się, że mógłby mieć jeszcze lepiej, lepiej niż sam Bóg. Stąd ta ciągła pogoń i nienasycenie, stąd zbrodnie popełniane na sługach Bożych, stąd wreszcie krzyż, który ludzie zgotowali Synowi Bożemu – aby już nie zawadzał, aby nie trzeba było się z nikim liczyć i nikomu nic nie zawdzięczać. Dlatego Jezus musiał umrzeć.
A co na to każdy z nas? Jaka jest nasza postawa wobec Boga i Prawdy, którą głosi za pośrednictwem swoich świadków, a nade wszystko Kościoła? Co zwycięży: pokorne zaufanie, wierność i posłuszeństwo Bożej miłości, czy też pycha, nienawiść i żądza nieskrępowanej władzy? Ks. Mariusz Pohl
 

Aktualności - XXVIII Niedziela Zwykła 12.10.2014

Z Ewangelii  św. Mateusza
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. (Mt 22,1-14)
 
 „Jakże tu wszedłeś?”
Wiele trudności w zrozumieniu tekstu biblijnego, zwłaszcza przypowieści ewangelicznych, przysparza nam zbyt dosłowne i emocjonalne traktowanie słów Jezusa. Zbyt koncentrujemy się na warstwie fabularnej, na obrazowych szczegółach, które przesłaniają nam istotę. I tak w przypowieści o uczcie, zazwyczaj zwracamy główną uwagę na ostatni szczegół – na surową karę, którą Pan wymierzył człowiekowi bez weselnego stroju.
Pamiętam, jak sam wiele razy buntowałem się przeciwko niesprawiedliwemu, jak mi się wydawało, wyrokowi. Przecież to nie jego wina, że nie miał porządnego ubrania. A poza tym posyłać kogoś do piekła za strój? Czy to szata zdobi człowieka? Ponieważ sam nie przywiązywałem żadnej wagi do swej garderoby, o co zresztą mama miała często pretensje, że jej przynoszę wstyd, pokazując się u babci czy znajomych w dżinsach, tedy tym trudniej było mi to wydarzenie zaakceptować. Stawałem wyraźnie po stronie owego biednego człowieka.
Z podobnych względów identyfikowałem się z tymi wszystkimi, którym nie chciało się przyjść na ucztę. Rozumiałem ich doskonale: niczego tak nie cierpiałem, jak odświętnych wizyt – u ciotek, wujów czy znajomych rodziców. Całe szczęście, że nie było ich jednak zbyt wiele. Jednakże potrafiłem identyfikować się z tymi, którzy mieli odwagę przeciwstawić się i nie przyjść.
Ponieważ wielu ludzi myśli być może podobnie, warto pokusić się o jakiś bardziej obiektywny punkt widzenia.
Po pierwsze, trzeba zauważyć, że dla owego króla uczta była wyrazem jego wielkiej radości z okazji ślubu syna. Ojciec chciał dla niego jak najlepiej, chciał, żeby inni dzielili z nim jego radość. Sądzę, że wiemy, jak to człowieka boli, gdy ktoś go zlekceważy, a zwłaszcza, gdy ktoś odtrąci naszą dobrą wolę. Czujemy się wtedy zranieni w tym, co w nas najlepsze. Postawmy się w sytuacji człowieka, który ze szczerego serca zastawił stół tym, co najlepsze i oto po kilku godzinach czekania i niepokoju zaczyna do nas docierać myśl, że nikt nie przyjdzie, że nikomu nie jestem potrzebny, że nikomu nie zależy na moim towarzystwie. (Był kiedyś taki film z Fijewskim w roli głównej.)
Po drugie: zaproszeni wyraźnie zlekceważyli zaproszenie i samego gospodarza. Ich nieobecność wynikała ze złej woli. Mało tego: ostentacyjnie zamanifestowali swoją niechęć. Owe zabójstwa, które są oczywiście przesadą, wprost nawiązują do postępowania Żydów, którzy nie jeden raz prześladowali proroków. (A my, czy potrafimy uszanować kapłanów, katechetki, pobożne babcie?)
Gospodarz – król, miał prawo czuć się dotknięty. Czyż można mu się dziwić, że w zgorzknieniu zwrócił się ku przygodnie spotkanym nieznajomym? Właśnie w ten sposób Królestwo Boże dostało się poganom, gdyż Izraelici nie potrafili docenić i przyjąć miłości Boga. Miłosierdzie Boga nie ma granic, otwiera się dla każdego, kto tylko chce je przyjąć.
Ale z tego przyjęcia wynikają pewne konsekwencje. Z inicjatywą – zaproszeniem, wychodzi co prawda Bóg, ale gdy to zaproszenie przyjmujemy, gdy odpowiadamy Bogu pozytywnie, gdy mówimy A – to musimy także powiedzieć B. I tu przychodzi miejsce i czas, aby wystarać się o odpowiedni i godny strój. Jego brak świadczy o duchowym niechlujstwie, o wymigiwaniu się, o niechęci w podejmowaniu konsekwencji, a przynajmniej w braniu na siebie odpowiedzialności. Jest to poważny grzech, grzech zaniedbania, i kto wie, czy nie jest to największa bolączka naszych czasów.
I właśnie przed tym chce nas ochronić i przestrzec Chrystus: abyśmy nie przyjmowali nadaremno łaski Bożej, abyśmy nie zakopywali do ziemi darów Boga.  Ks. Mariusz Pohl