Parafia pw. św. Krzysztofa w Szczecinku

ul. Pomorska 43, 78-400 Szczecinek
  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
tel. + 48 500 218 081
tel. + 48 692 390 647

 


 

149847
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiac
Poprzedni miesiac
Wszystkie
152
197
349
105004
3406
3197
149847
Visitors Counter

Ogłoszenia na XXII Niedzielę Zwykłą 30.08.2015

1. Dzisiaj o godz. 13:00 rozpocznie się XI Festyn Parafialny. Czeka nas wiele atrakcji muzycznych, widowiskowych, kulinarnych. Z cegiełek do wygrania m.in.:lodówka, rower, mikrofala, mikser kuchenny, DVD, i wiele innych cennych nagród.  Serdecznie Zapraszamy.

2. Młodzież szkół ponadgimnazjalnych i gimnazjalnych zapraszamy na Mszę św. inauguracyjną Nowy Rok Szkolny we czwartek na godz. 17:30, a dzieci ze szkół podstawowych, w niedzielę na Mszę św. o godz. 12:00. Na tej Mszy św. odbędzie się poświęcenie tornistrów i przyborów szkolnych.

3. Zapraszamy rodziców dzieci z klas III, które w tym roku przystąpiły do I Komunii Św. na spotkanie do domu parafialnego we środę na godz. 19:00.
 
4. W tym tygodniu liturgicznie przypadają: I czwartek, I piątek, I sobota miesiąca. Zapraszamy na nabożeństwo w czwartek i piątek o godz. 17:00, a w sobotę o godz. 9:00. Okazja do spowiedzi codziennie od 17:00, a w piątek od 16:30.
 
5.  Comiesięczne odwiedziny chorych naszej parafii w piątek 4 września.
 
6. Polecamy do nabycia Gościa Niedzielnego.
 
7.Kandydatów na ministrantów oraz chłopców, którzy chcieliby zostać ministrantami zapraszamy w sobotę (5.09.) na godz. 10:00.
 
8. Schola dziecięca ma swoje spotkania w sobotę o 11:00.
 
9. Erem w sobotę o godz. 12:00. Zapraszamy.
 
10.Zapraszamy na adoracje Najświętszego Sakramentu w każdy wtorekod 19:00 do 20:00 oraz w piątki od godz. 15:00 do wieczornego nabożeństwa.
 
11. Spotkanie młodzieży przygotowującej się do sakramentu do bierzmowania odbędzie się 9.09 we  środę  o 18:30.
 
12. W sobotę, 19 września, w Skrzatuszu odbędzie się DIECEZJALNY DZIEŃ MŁODYCH. Młodzież naszej Parafii zachęcamy i zapraszamy do wzięcia udziału w tym spotkaniu, na które organizujemy wspólny wyjazd autokarem. Informacje dotyczące programu czuwania młodzieży będą zamieszczone na parafialnej stronie internetowej oraz u Ks. Gracjana. Zapisy w zakrystii oraz u katechetów.
 
13. 20 września odbędzie się diecezjalny odpust w Skrzatuszu. W nawiązaniu  do zaproszenia jakie kieruje do nas ks. bp Ordynariusz, organizujemy również wyjazd autokarem na te uroczystości. Zapisy od przyszłej niedzieli na stoliku przy stopniu komunijnym. Koszt wyjazdu – 20 zł. Zapraszamy do wzięcia udziału w pielgrzymce!
 
14. Są jeszcze wolne miejsca na pielgrzymkę do Wilna, Rygi, Tallina i Helsinek w terminie 12 – 18 września. Szczegóły w zakrystii i stronie internetowej.
 

Wszystkim Drogim Parafianom życzymy Błogosławionego tygodnia. Jubilatom i solenizantom wielu łask Bożych i opieki św. Krzysztofa w każdym kolejnym dniu życia. SZCZĘŚĆ BOŻE!
 
Proboszcz  - ks. Bogusław Matusik
Wikariusz – ks. Gracjan Ostrowski

 

 

 

Aktualności - XXII Niedziela Zwykła 30.08.2015

 

Z Ewangelii wg św. Marka
Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym. Mk 7,1-8.14-15.21-23
 
Zło z wnętrza pochodzi
 
Problem zła i grzechu dotyka jakoś każdego człowieka. Wbrew pozorom, sumienie jest dosyć trudno przekupne i człowiek nie potrafi długo żyć w poczuciu winy. Próbuje się więc jakoś z tym poczuciem uporać, próbuje się oczyszczać, usprawiedliwiać i wybielać. Byle tylko zaznać wewnętrznego pokoju, a przynajmniej jego namiastki w postaci stworzenia pozorów porządności.
Metody są różne. Jedni wmawiają sobie, że wszystko wolno i że nic nie jest grzechem, że takie pojęcie w ogóle nie istnieje, więc nie ma się czym przejmować. Wymaga to jednak rezygnacji z pojęcia absolutnej prawdy i dobra, a więc i wszelkiej religii, etyki, prawa i zasad. Na tym polega etyczny liberalizm – produkt najgorliwiej importowany z Zachodu.
Inni próbują szukać dla siebie rozmaitych okoliczności łagodzących i usprawiedliwień: a to, że wszyscy tak robią, że nie było innego wyjścia, albo że nie wyrządza się nikomu krzywdy. Jest to dość krótkowzroczne, bo prawda moralna szybko wychodzi na jaw i daje znać o sobie w postaci niepokoju sumienia, który trzeba zagłuszać nowymi wykrętami. Ale przynajmniej człowiek taki próbuje jakoś ratować swój obraz Boga, niestety, wypaczony. Ma jednak dla siebie otwartą drogę nawrócenia i powrotu, gdyż żywe jest w nim poczucie zła, grzechu i winy – nie wie tylko, co z tym zrobić.
Jeszcze inni próbują naginać prawo moralne do własnych potrzeb. Nie rezygnując więc z moralności i przykazań, lecz podmieniają je na takie, które im pasują i pozwalają wydawać się we własnych oczach bezgrzesznymi i doskonałymi. W ten sposób utwierdzają się w samozadowoleniu, zakłamaniu i zamykają sobie coraz szczelniej drogę nawrócenia. Bo z czegóż tu się nawracać, skoro się skrupulatnie wypełnia ustanowione na własny użytek zasady? Dokładnie na tym polega obłuda.
Tej obłudzie Chrystus wypowiedział bezpardonową walkę, gdyż ona najskuteczniej odgradza człowieka od Boga murem pozorów i fałszywych wyobrażeń. Chrystus rozbija je słowem prawdy o dobru i złu, ukazując prawdziwą ich naturę.
Zło moralne rodzi się w człowieku. Nie jest niczym zewnętrznym i niezależnym od naszej woli i wyboru. To człowiek jest odpowiedzialny za zło, które czyni, za swój grzech. Grzech jest dziełem człowieka, pochodzi z ludzkiego serca, ludzkiej natury, zranionej przez grzech pierworodny. Wobec tego faktu jesteśmy całkowicie bezsilni. Chrystus chce, abyśmy to uznali, byśmy przyznali się do swej grzeszności i powierzyli ją Jemu, Jego przebaczeniu i miłosierdziu.
Niestety, tego właśnie nie chcemy. Wolimy raczej wmawiać sobie, że zło jest czymś zewnętrznym w stosunku do nas, a więc że nie jesteśmy za nie odpowiedzialni ani winni. A póki człowiek nie uzna swej winy, póki się do niej nie przyzna i ze skruchą nie powierzy jej Bogu, nie uzyska przebaczenia i wewnętrznego pokoju. Tylko Bóg może nas oczyścić i tylko wtedy, gdy człowiek na to pozwoli. I dlatego właśnie powinniśmy poznać i przyjąć prawdę o grzechu, o swoim grzechu: aby móc z zaufaniem powierzyć go Bogu.
Może teraz lepiej zrozumiemy dlaczego grzesznicy, celnicy i nierządnice byli bliżsi Chrystusowi niż pobożni faryzeusze, może zrozumiemy, dlaczego pasterz idzie za jedną zgubioną owieczką, a syn marnotrawny tak szybko wraca do łask. Lekarza potrzebują bowiem ci, którzy się źle mają. Komu wydaje się, że jest zdrowy, nigdy nie rozpocznie leczenia, a niewidzialna choroba będzie czynić postępy. Więc może lepiej spojrzeć prawdzie w oczy? Jeśli się tego lękamy, pamiętajmy, że Chrystus przyszedł właśnie dla takich, jak my. Bo zdrowi lekarza nie potrzebują.
Ks. Mariusz Pohl

 

Aktualności - XX Niedziela Zwykła 16.08.2015r.

Z Ewangelii wg św. Jana

Jezus powiedział do tłumów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. J 6, 51-58

 Kto spożywa Moje Ciało...

Było to chyba jedno z najtragiczniejszych nieporozumień w historii, zarówno wtedy, za życia Jezusa, gdy wielu zgorszonych Żydów uznało Go za szaleńca, jak i później, gdy spory o Eucharystię dzieliły i rozdzierały Kościół. A wszystko z powodu zbytniego przywiązania do zewnętrznego znaczenia wyrazów i skojarzeń, które one nasuwały, bez wniknięcia w głębię słów i nowych treści, które wraz z Eucharystią ustanawiał Jezus.

Ciekawe, że niekiedy człowiek potrafi posługiwać się słowem w sposób twórczy i odkrywczy, przekazywać o wiele więcej znaczeń, niż można zawrzeć w ścisłych językowych i słownikowych definicjach. W jakie głębie treści potrafią nas zaprowadzić poeci, ile prawdy o życiu, człowieku, Bogu potrafią odsłonić przy pomocy paru oryginalnie zestawionych i skojarzonych słów. A ile nieporozumień by się zrodziło, ile nonsensów i bredni, gdyby te słowa potraktować ściśle i odczytać zgodnie z zasadami logiki. Ale na szczęście nikomu to nie przychodzi na myśl, każdy wie, że poezja rządzi się innymi prawami.

Dlaczego wtedy, gdy Jezus mówił o spożywaniu swego Ciała i Krwi, ludzie potraktowali to dosłownie? Dlaczego Jezusa, który mówił tyle głębokich, mądrych i pięknych słów, tym razem posądzili o kanibalizm? Przecież to był jawny absurd i nikomu rozsądnemu nie przyszłoby do głowy, że Jezus nagle postradał zmysły. Wytłumaczenie musiało być inne. Może jeszcze nieznane i niejasne, może zakryte, ale na pewno inne. Zresztą wkrótce - w czasie Ostatniej Wieczerzy - miało się okazać, o co chodziło Jezusowi. Wystarczyło odrobinę cierpliwości i zaufania, że Jezus wie, co mówi i co robi.

Mówił o swoim Ciele, swojej Krwi i o życiu wiecznym, czyli zbawieniu. Aby je osiągnąć, należy karmić się Jego Ciałem i Krwią. Tu nie chodzi o zaspokajanie fizycznego głodu przez połykanie Hostii. Komunia św., do której tak często przystępujemy, to coś więcej, niż "połknięcie" Pana Jezusa. To przede wszystkim duchowa więź i wspólnota z Bogiem, to trwanie w Bogu. Doskonale wiemy, że samo "pójście do Komunii" tego nie gwarantuje, jeśli zabraknie wiary i duchowej dyspozycji. A zarazem nie stworzy Eucharystii, czyli Chleba Życia, nawet najbardziej pobożna modlitwa nad bochenkami najlepszego i najświeższego chleba, jeśli zabraknie kapłana, którego Jezus upoważnia i posyła, aby w Jego imieniu przemieniał chleb i wino w Jego Ciało i Krew. Niepojęta tajemnica!

W Eucharystii muszą być obecne te dwa wymiary: obiektywny, substancjalny, który sprawia, że każda cząstka chleba i wina w chwili konsekracji zamienia się - choć niewidzialnie, w rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa; oraz subiektywny, egzystencjalny, dzięki któremu człowiek, który z wiarą spożywa konsekrowany Chleb i Wino w Komunii św., doznaje cudownej, przemieniającej i ożywiającej mocy z wysoka.

Właśnie tego nie zdążyli usłyszeć i zrozumieć ci, którzy odeszli. Zabrakło im cierpliwości i ufności, woleli zaufać swojej logice, aniżeli Słowu Jezusa. Dziś także jest wielu ludzi, którzy nie ufają Bogu i Kościołowi, któremu Jezus powierzył Eucharystię. To nie tylko Świadkowie Jechowy, Zielonoświątkowcy i inni, lecz także ci, którzy chodząc co prawda do kościoła, nawet i co niedzielę, nie uczestniczą niestety w Eucharystii, bo nie spożywają Ciała Chrystusa. Dlaczego? Prawdopodobnie nie ze złej woli, a raczej z nieświadomości, że Eucharystia jest Chlebem, czyli codziennym pokarmem do jedzenia, a nie do oglądania i odkładania na potem. Jeśli chcesz mieć siły, życie, chcesz iść do przodu - bierz i jedz! Nie bój się, że nie jesteś godny; owszem, bądź tego świadom, ale Chleb Życia jest dla wszystkich, którzy chcą żyć, a nie dla tych, którzy są tego godni. To nie jest nagroda za ukończenie drogi, lecz prowiant na drogę. Jeśli go ze sobą nie weźmiesz i nie będziesz jadł - nie dojdziesz do mety. Ks. Mariusz Pohl

Aktualności - XXI Niedziela Zwykła 23.08.2015

Z Ewangelii wg św. Jana
Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga. J 6,54.60-69
 
„Panie, do kogóż pójdziemy?”
Trochę zaskakujące jest zakończenie Eucharystycznej mowy Jezusa. Wydawać by się mogło, że powinno być w niej więcej o Komunii św., o potrzebie przystępowania do sakramentów. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni z licznych kazań i nauk rekolekcyjnych. Tymczasem w swoim pouczeniu o Eucharystii, Jezus większy nacisk położył na wiarę, na zaufanie i więź z Bogiem, niż na samo „jedzenie Komunii św.” Punktem kulminacyjnym tej sceny jest jej zakończenie: chwila próby wiary, której zostali poddani Apostołowie.
Wielu uczniów Jezusa nie przeszło tej próby pomyślnie. Za trudna im się wydawała mowa Jezusa. Nie potrafili jej pojąć ani przyjąć. Może zbyt ufali sobie, swojej logice i wyobrażeniom? Może za mało znali Jezusa, za mało Go kochali, za daleko byli od Niego? Może za mało było w nich życia duchowego, a za dużo „cielesności”? Nie chodzi tu oczywiście o cielesność fizyczną, która jest przecież nieodłącznym składnikiem człowieczeństwa i pochodzi od Boga, ale o styl życia według wzoru tego świata, czyli przeciwnie do woli Bożej. Ludzie „cieleśni” to ci, którzy bardziej cenią sobie to, co ziemskie, ich własne, grzeszne, aniżeli to, co proponuje nam Bóg.
Życie duchowe rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. Prawdopodobnie wielu z nas doświadczyło kiedyś tego, jak pogłębia się w nas życie wiary i modlitwy, jak lekko i radośnie przychodzi nam zachowywać naukę i przykazania Chrystusa, gdy zaczynamy ściślej obcować ze Słowem Bożym, gdy częściej sięgamy po Pismo św. i nie tylko je czytamy, ale także rozważamy i próbujemy na nie odpowiadać. To właśnie Słowo Boże przyjęte z wiarą, jest w nas źródłem życia Bożego. Bez Słowa Bożego nie ma ani wiary, ani prawdziwej pobożności, ani życia chrześcijańskiego.
Trzeba to mocno podkreślić, bo wielu ludzi poprzestaje na pobożności, polegającej na samym tylko pomnażaniu praktyk dewocyjnych czy sakramentalnych: powtarzaniu różnych formułek, pacierzy, litanii, koronek, nabożeństw. W oderwaniu od Słowa Bożego stają się one jałowe i zatracają swój pierwotny sens. Owszem, chodzi się wtedy za Chrystusem, ale duchem jest się od Niego daleko – tak jak ci uczniowie, którzy odeszli, bo nie mieli autentycznej wiary ani życia Bożego.
Czym zatem wyróżniali się Apostołowie, że pomimo tych samych trudności intelektualnych w zrozumieniu Chrystusa, jednak przy Nim pozostali? Otóż wyróżniali się tym, co najważniejsze: wiarą i poznaniem Boga oraz Jego Słowa. Właśnie na to powołuje się św. Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.”
Faktycznie: do kogo się udać ze swoim życiem, troskami, lękami, radościami, jeśli nie do Chrystusa? Niektórzy szukają rozwiązań i odpowiedzi w horoskopach, inni w parapsychologii, jodze czy New Age, inni swe niepokoje zagłuszają alkoholem, narkotykami i disco. Ale nic z tego nie potrafi w pełni zaspokoić aspiracji i potrzeb człowieka.
Natomiast Chrystus, który jest samą miłością, potrafi dać człowiekowi wszystko, a nawet więcej. Problem w tym, że często nie wiemy, że chce nam coś dać i nie potrafimy tego przyjąć. Dlatego najpierw powinniśmy starać się Go poznać, żeby wiedzieć kim jest i co chce nam zaoferować. Apostołowie to wiedzieli i dlatego zostali przy Jezusie. Wielu z nas, nawet tych chodzących do kościoła, wie to tylko mgliście, ogólnie. Stąd też tyle zwątpień i niewierności, tyle bylejakości i powierzchowności naszych postaw religijnych, tyle pustki w życiu duchowym. Chrystus chce tę pustkę wypełnić. Czy Mu pozwolimy?   Ks. Mariusz Pohl

Aktualności - XIX Niedziela Zwykła 9.08.2015

 

Z Ewangelii wg św. Jana
Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. I mówili: Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem. Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto /we Mnie/ wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zsntępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. J 6, 41-51
 
„Kto we Mnie wierzy...”

 Żydzi nie rozumieli, co chciał im powiedzieć Jezus. A właściwie coś tam piąte przez dziesiąte chwytali, ale nie potrafili tego złożyć w jedną całość, albo – co jest chyba bardziej prawdopodobne, nie chcieli tej całości zaakceptować. Wynikało z niej bowiem, że Jezus jest kimś więcej niż tylko człowiekiem.

 Dowodów i argumentów na to było sporo. To nie znaczy, że były one absolutnie pewne i przekonywujące; przecież Apostołowie też nie mieli stuprocentowej pewności. Jednakże wystarczyły one, aby dać każdemu sporo do myślenia.

 I tu zaczyna się zasadniczy problem, także i nasz, współczesny. Przecież my też mamy coś do myślenia o Jezusie, też mamy swoje pytania i wątpliwości. Problem jest taki: za czym, jakim tropem, za jakimi wskazówkami i przesłankami w tym myśleniu pójdziemy. Możliwości są zasadniczo dwie: albo pójdziemy drogą tego świata, jego kategorii i logiki; albo też pozwolimy się pociągnąć Ojcu, który jest w niebie.

 Ten świat nam podpowiada: przecież to nie może być Bóg, to niemożliwe! To tylko zwykły człowiek, może trochę wybitniejszy, a może tylko sprytniejszy, ale tylko człowiek. Dlaczego miałbym Go słuchać, albo coś dla Niego poświęcić? Co On mi może dać? Nie potrzebuję Go, nie muszę Mu wierzyć ani być posłuszny!

 Znamy to chyba, co? Może trochę inaczej to sobie formułujemy, ale ostatecznie na to samo wychodzi: poradzę sobie sam, bez Boga, bez sakramentów, mszy, kościoła. To tylko wymysły księży, a ja ich nie chcę słuchać! Za postawą tą kryje się wiele niepokoju, który próbuje się jakoś zagłuszyć. Dlatego wątpliwości te pokrywa się hałaśliwą napastliwością. W ten sposób przeciwnicy Boga chcą znaleźć dla siebie sprzymierzeńców i popleczników w buncie przeciw Bogu, w echu swego głośnego sprzeciwu chcą znaleźć potwierdzenie swych wątpliwych racji, chcą krzykiem przekonać samych siebie, że słuszność jest po ich stronie. Ale daremny trud: pokoju serca i pewności umysłu nie przybywa od samych tylko decybeli. Za to przybywa agresji, złości, nienawiści. Do czego to prowadzi – chyba dobrze wiemy.

 Ale jest i druga droga myślenia: zaufać Bogu Prawdy i Jego Słowu. Jest to Słowo Życia, bo dzięki niemu człowiek zaczyna pewniej i lepiej żyć. Przestaje się lękać i gorączkowo walczyć o siebie, bo wie, że może śmiało i całkowicie zawierzyć swój ratunek Bogu. Właśnie w ten sposób pociąga nas Ojciec: ukazuje, że jest wyjście z pułapki śmierci. Właśnie po to posłał Jezusa: aby w Nim dać nam nadzieję zmartwychwstania.

 Ta nadzieja, to nie jest matematyczna pewność czy fizyczny dowód na zmartwychwstanie. Niektórzy ciągle takiej pewności i dowodu szukają: w różnych „Życiach po życiu”, parapsychologii, spirytystyce, reinkarnacjach. To także daremny trud: nikt przecież nie widział Ojca i nie zna Jego tajemnic – poza Jezusem. Ale ten, kto staje się uczniem Boga, kto Bogu zaufa, nie potrzebuje już żadnych więcej dowodów, poza swoją wiarą. Jezus to gwarantuje: „Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.”

 Tu jest punkt dojścia naszej refleksji i drogi myślenia: zawierzyć całkowicie Jezusowi. Jest to bardzo proste i jasne kryterium zbawienia: albo ktoś opowiada się za Jezusem, Jego Słowem i Jego Kościołem, albo przeciw Niemu. Albo ktoś się Nim karmi, potrzebuje Go do życia, albo obywa się bez Niego. Cóż, możliwe są obydwie drogi. Trzeba tylko dokonać świadomego wyboru i wiedzieć, jakie są tego konsekwencje. Żeby nie mieć złudzeń co do swojej przyszłości. I żeby dobrze wiedzieć, gdzie jest ocalenie i pomoc.

 Ks. Mariusz Pohl