Parafia pw. św. Krzysztofa w Szczecinku

ul. Pomorska 43, 78-400 Szczecinek
  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
tel. + 48 500 218 081
tel. + 48 692 390 647

 


 

108666
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiac
Poprzedni miesiac
Wszystkie
113
114
802
62911
4591
3494
108666
Visitors Counter

Ogłoszenia na XXX Niedzielę Zwykłą 26.10.2014

1. W liczeniu wiernych, które miało miejsce w minioną niedziele frekwencja wyniosła 18,95 % a do Komunii przystąpiło 10,00 %. Podobnie było w ubiegłym roku.
 
2. W piątek zakończenie Nabożeństw Różańcowych. Zapraszamy na godz. 17:00.
 
3. Od 27 października do 7 listopada wolontariusze ze Szkolnych Kół Caritas ze Szkoły Podstawowej Nr 6 i Zespołu Szkół Nr 3 w okolicach cmentarza przeprowadzą akcję "Zapałka nie ogrzeje". Poproszą o datki, które w całości przeznaczone zostaną na zakup opału na zimę dla potrzebujących rodzin, jako podziękowanie darczyńcom rozdawać będą symboliczne opakowania zapałek. Przed naszym kościołem dzieci i młodzież stać będą w przyszłą niedziele po Mszach św.
 
4. W sobotę 1 listopada Msze święte w naszym kościele będą odprawiane w porządku niedzielnym. (Jest to Uroczystość obowiązująca każdego katolika). Procesja za zmarłych na naszym cmentarzu będzie o godz. 13:00, a po niej rozpocznie się Msza św.
We wszystkich kościołach i kaplicach od południa uroczystości Wszystkich Świętych i przez cały Dzień Zaduszny wierni mogą uzyskać odpust zupełny za dusze w czyśćcu, gdy: pobożnie nawiedzą kościół lub kaplicę i odmówią "Ojcze nasz" i "Wierzę" oraz spełnią zwykłe warunki odpustu, którymi są: spowiedź, Komunia św., modlitwa w intencjach Ojca Świętego i wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Odpust zupełny zyskuje się tylko raz w ciągu dnia. Można go uzyskać również w dniach 1 - 8 listopada, odwiedzając pobożnie cmentarz i modląc się - choćby tylko w myśli - za zmarłych, spełniając przy tym zwykłe warunki odpustu.
 
5. Za tydzień w niedzielę 2 listopada w ramach Nabożeństwa Wypominkowego, o godz. 17:00  odmówimy Nieszpory za Zmarłych, na które serdecznie zapraszamy.
Modlić się będziemy każdego dnia za wszystkich zmarłych polecanych w Wypominkach które będzie odprawiane w miesiącu listopadzie od piątku do środy o godz. 17:00 a w czwartki o 16:45, a czytane będą wg następującego porządku:
Poniedziałek: ul. Kwiatowa i Wiejska.  Wtorek: ul. Słowiańska, Pomorska, Niecała, Młyńska, pl. Młyński, Moniuszki, Matusewicz, Poniatowskiego,  Środa: Marcelin Wieś, Marcelin Kolonia, Marcelin Dzielnica, Słupska, Rybacka, z innych ulic naszego miasta i kartki nieoznaczone.
Czwartek: ul. Kopernika. Piątek: ul. Spółdzielcza i Sienkiewicza, Sobota: ul. Armii Krajowej i Artyleryjska. Niedziela: ul. Szymanowskiego, Łódzka I i II.
Kartki z wypominkami można składać do przeznaczonej do tego celu skrzynki ustawionej na stopniu komunijnym.
 
6. W liturgii we wtorek obchodzimy święto św. Judy Tadeusza.
 
7. Polecamy nowy numer „Gościa Niedzielnego”, a w nim m. in.:
 
8. Do nabycia są Kalendarze ścienne na rok 2015 – nabycie kalendarza to cegiełka na budowę Domu Pielgrzyma.
 
Ogłoszenia  lokalne:
- W piątek o godz. 20:00 w kościele mariackim odbędzie się czuwanie modlitewne „Noc Świętych”. Rozpocznie się Eucharystią a później będzie wspólna adoracja Najśw. Sakramentu. Czuwaniu towarzyszyć będą relikwie św. siostry Faustyny Kowalskiej.
- W Uroczystość Wszystkich Świętych, l listopada, w godzinach 9:00 – 16:00 na wielu cmentarzach naszego powiatu - odbędzie się kwesta pieniężna do puszek na rzecz budującego się Hospicjum Stacjonarnego imienia Świętego Franciszka z Asyżu w Szczecinku przy ulicy Bukowej 85. „Hospicjum to też życie", które wesprzyjmy darem serca i ofiarą. Wśród kwestujących będzie można spotkać samorządowców gmin, miast i powiatu.
- Parafia pw. Ducha Świętego w Szczecinku, zaprasza na katechezy neokatechumenalne.
Będą one głoszone w każdy poniedziałek i czwartek po wieczornej Mszy św., ok. godz. 19:00
- „Oaza Rodzin zaprasza dzieci na Bal Wszystkich Świętych pod hasłem Święty uśmiechnięty, który odbędzie się w najbliższy piątek 31.10.2014 o godzinie 16:30, w SAPIK-u przy ulicy Kilińskiego. Warunkiem uczestnictwa jest dobry humor i przebranie się za świętego.”
- W ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej będzie mieć miejsce:
26 w niedziele (dzisiaj) - godz. 16:45 – koncert „Bogurodzica” w wykonaniu Chóru Politechniki z Koszalina - kościół pw. św. Rozalii z Palermo.
28 we wtorek - godz. 17:30 – Nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Różaniec prowadzony przez Jana Budziaszka, perkusistę Zespołu „Skaldowie”, godz. 18:30 – Msza św. godz. 19:00 – „Różaniec modlitwą każdego pokolenia” – spotkanie z Janem Budziaszkiem - kościół pw. Ducha Świętego
31 w piątek - godz. 20:00 - Noc Świętych - kościół pw. NNMP
 
Wszystkim parafianom i gościom życzymy zdrowia i obfitości łask Bożych, które chcemy wypraszać sobie przez ręce Matki Bożej Różańcowej oraz naszego patrona Św. Krzysztofa.
 
Proboszcz  - ks. Bogusław Matusik Wikariusz – ks. Gracjan Ostrowski

Aktualności - XXX Niedziela Zwykła 26.10.2014

Z Ewangelii  św. Mateusza
Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,34-40)
 
Będziesz miłował...
Dyskusja Jezusa z faryzeuszami, którą śledzimy od kilku tygodni w niedzielnych Ewangeliach, dziś osiąga punkt kulminacyjny: dalej już pójść nie można. Jezus bowiem powołał się na ostateczną zasadę i prawo regulujące ludzkie odniesienie do Boga i do człowieka – przykazanie miłości. I albo się je uznaje, albo nie. Od tego zależy wszystko, całe ludzkie życie, i dlatego, jeśli ktoś kwestionuje bądź świadomie odrzuca prawo miłości, zarazem odrzuca wszystko: człowieka, siebie, Boga... Jak trudno wtedy żyć. Popada się w rozpacz, która stopniowo i na różne sposoby niszczy człowieka.
Albowiem bez miłości nie da się żyć. Człowiek potrzebuje miłości bardziej niż powietrza, chleba czy wody. Może niekiedy sobie tego nie uświadamiamy, ale gdy doznamy nieraz braku miłości, odtrącenia, nienawiści czy krzywdy, wtedy niczego tak nie pragniemy jak bliskiej, kochanej osoby, której możemy w pełni ufać. Bez kogoś takiego człowiek duchowo umiera. Tak rodzą się zbrodniarze, narkomani, samobójcy.
Ale miłość potrzebujemy nie tylko przyjmować i doznawać. Człowiek ma także potrzebę dawania miłości. Jak nieszczęśliwy jest egoista zasklepiony i zapatrzony tylko w siebie. Choćby opływał we wszystko, prędzej czy później przekona się, że takie życie nie ma sensu – gdy nie ma się dla kogo żyć.
Właśnie dlatego u źródeł wszystkich zasad postępowania Bóg postawił miłość.
No dobrze, powiemy, ale jak można nakazać miłość? Przecież kochać można tylko z dobrej woli, a nie pod przymusem czy na siłę. Tak, ale przykazanie miłości wcale nie oznacza przymusu, lecz zobowiązanie, powinność, wewnętrzny nakaz, który nas pobudza do decyzji: chcę kochać! Człowiek jest w stanie taką decyzję podjąć. Albowiem miłość jest nie tylko uczuciem, lecz także rozumnym aktem woli.
Często o tym zapominamy lub nawet w ogóle nie wiemy. Wydaje się nam, że miłość musi zrodzić się spontanicznie, sama, i sama musi trwać: gdy potem nasze uczucia stygną, jesteśmy przekonani, że miłość widocznie się skończyła i nie ma co dalej zawracać sobie głowę.
A wszystkiemu jest winne podstawowe nieporozumienie: że miłość utożsamiamy z tylko z uczuciem. Tymczasem co innego jest kogoś lubić, czyli darzyć uczuciem i doznawać w ten sposób przyjemności; a co innego jest kochać, czyli chcieć czyjegoś dobra, ale ze względu na niego, a nie na swoją przyjemność. A to już wymaga decyzji, silnej woli, wytrwałości i konsekwencji. I właśnie dlatego Bóg mówi: będziesz miłował! Bez względu na okoliczności, samopoczucie, ochotę i cenę – kochaj! Bo możesz kochać, jeśli tylko chcesz kochać. Miłość jest bowiem także aktem woli. Bez tego byłaby niemożliwa i wszelkie ludzkie odniesienia, a przede wszystkim małżeństwo i rodzicielstwo byłyby niemożliwe. Jesteś odpowiedzialny za tego, kogo oswoiłeś – powie Mały Książę. Gdyby rodzina nie była zbudowana na fundamencie zobowiązania do miłości, a tylko na uczuciu miłości, wtedy żadne małżeństwo nie przetrwałoby dłużej niż kilka lat.
Jest jeszcze pewien szczegół, którego często nie zauważamy: mamy kochać bliźniego jak samego siebie. Wzorem i niejako warunkiem miłości do innych ma być miłość siebie samego. Dla wielu z nas jest to zaskoczeniem, gdyż miłość siebie samego kojarzy się nam z samolubstwem czy próżnością. Owszem, fałszywa miłość siebie tak. Ale tu chodzi o miłość prawdziwą, samoakceptację, pozytywne nastawienie do siebie takiego, jakim się jest. Skoro Bóg mnie kocha i akceptuje, to i ja powinienem siebie pokochać. Bo dopiero gdy pokocham siebie, zechcę coś dla siebie zrobić, zdobyć się na trud przemiany, pracy nad sobą. W przeciwnym razie ciągle będę żył w wewnętrznym konflikcie, skłóceniu ze sobą, a w konsekwencji i ze światem. I wtedy na pewno nie potrafię nikogo pokochać. Ks. Mariusz Pohl
 

Aktualności - XXVIII Niedziela Zwykła 12.10.2014

Z Ewangelii  św. Mateusza
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. (Mt 22,1-14)
 
 „Jakże tu wszedłeś?”
Wiele trudności w zrozumieniu tekstu biblijnego, zwłaszcza przypowieści ewangelicznych, przysparza nam zbyt dosłowne i emocjonalne traktowanie słów Jezusa. Zbyt koncentrujemy się na warstwie fabularnej, na obrazowych szczegółach, które przesłaniają nam istotę. I tak w przypowieści o uczcie, zazwyczaj zwracamy główną uwagę na ostatni szczegół – na surową karę, którą Pan wymierzył człowiekowi bez weselnego stroju.
Pamiętam, jak sam wiele razy buntowałem się przeciwko niesprawiedliwemu, jak mi się wydawało, wyrokowi. Przecież to nie jego wina, że nie miał porządnego ubrania. A poza tym posyłać kogoś do piekła za strój? Czy to szata zdobi człowieka? Ponieważ sam nie przywiązywałem żadnej wagi do swej garderoby, o co zresztą mama miała często pretensje, że jej przynoszę wstyd, pokazując się u babci czy znajomych w dżinsach, tedy tym trudniej było mi to wydarzenie zaakceptować. Stawałem wyraźnie po stronie owego biednego człowieka.
Z podobnych względów identyfikowałem się z tymi wszystkimi, którym nie chciało się przyjść na ucztę. Rozumiałem ich doskonale: niczego tak nie cierpiałem, jak odświętnych wizyt – u ciotek, wujów czy znajomych rodziców. Całe szczęście, że nie było ich jednak zbyt wiele. Jednakże potrafiłem identyfikować się z tymi, którzy mieli odwagę przeciwstawić się i nie przyjść.
Ponieważ wielu ludzi myśli być może podobnie, warto pokusić się o jakiś bardziej obiektywny punkt widzenia.
Po pierwsze, trzeba zauważyć, że dla owego króla uczta była wyrazem jego wielkiej radości z okazji ślubu syna. Ojciec chciał dla niego jak najlepiej, chciał, żeby inni dzielili z nim jego radość. Sądzę, że wiemy, jak to człowieka boli, gdy ktoś go zlekceważy, a zwłaszcza, gdy ktoś odtrąci naszą dobrą wolę. Czujemy się wtedy zranieni w tym, co w nas najlepsze. Postawmy się w sytuacji człowieka, który ze szczerego serca zastawił stół tym, co najlepsze i oto po kilku godzinach czekania i niepokoju zaczyna do nas docierać myśl, że nikt nie przyjdzie, że nikomu nie jestem potrzebny, że nikomu nie zależy na moim towarzystwie. (Był kiedyś taki film z Fijewskim w roli głównej.)
Po drugie: zaproszeni wyraźnie zlekceważyli zaproszenie i samego gospodarza. Ich nieobecność wynikała ze złej woli. Mało tego: ostentacyjnie zamanifestowali swoją niechęć. Owe zabójstwa, które są oczywiście przesadą, wprost nawiązują do postępowania Żydów, którzy nie jeden raz prześladowali proroków. (A my, czy potrafimy uszanować kapłanów, katechetki, pobożne babcie?)
Gospodarz – król, miał prawo czuć się dotknięty. Czyż można mu się dziwić, że w zgorzknieniu zwrócił się ku przygodnie spotkanym nieznajomym? Właśnie w ten sposób Królestwo Boże dostało się poganom, gdyż Izraelici nie potrafili docenić i przyjąć miłości Boga. Miłosierdzie Boga nie ma granic, otwiera się dla każdego, kto tylko chce je przyjąć.
Ale z tego przyjęcia wynikają pewne konsekwencje. Z inicjatywą – zaproszeniem, wychodzi co prawda Bóg, ale gdy to zaproszenie przyjmujemy, gdy odpowiadamy Bogu pozytywnie, gdy mówimy A – to musimy także powiedzieć B. I tu przychodzi miejsce i czas, aby wystarać się o odpowiedni i godny strój. Jego brak świadczy o duchowym niechlujstwie, o wymigiwaniu się, o niechęci w podejmowaniu konsekwencji, a przynajmniej w braniu na siebie odpowiedzialności. Jest to poważny grzech, grzech zaniedbania, i kto wie, czy nie jest to największa bolączka naszych czasów.
I właśnie przed tym chce nas ochronić i przestrzec Chrystus: abyśmy nie przyjmowali nadaremno łaski Bożej, abyśmy nie zakopywali do ziemi darów Boga.  Ks. Mariusz Pohl

Aktualności - XXIX Niedziela Zwykła 19.10.2014

Z Ewangelii  św. Mateusza
Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Mt 22,15-21
Boskie i cesarskie
Ta Ewangelia zawsze budziła sporo emocji i liczne komentarze, miała też wielorakie konsekwencje w życiu społecznym. Musimy od razu zauważyć, że u jej źródła leży konflikt między ówczesną władzą Izraela a Jezusem, konflikt, który jest ponadczasowy i wyrasta z odwiecznej walki między duchem tego świata a Bogiem. Ludzie ciągle kwestionują prawo Boga do człowieka, odrzucają Jego miłość i chcą być autonomiczni, co w istocie sprowadza się do buntu i walki z Bogiem. Przybiera ona często – podobnie jak w tej Ewangelii – pozory kulturalnej dyskusji, stroi się w szaty tolerancji, liberalizmu, ale ma na celu tylko jedno: uniezależnić się od Boga.
W czasach Jezusa podatek dla Cezara był symbolem politycznej niewoli. Faryzeusze chcieli więc wpędzić Jezusa w ślepą uliczkę: sprowokować do wypowiedzi bądź to buntowniczej wobec władzy, o co łatwo by Go było oskarżyć; bądź też do deklaracji bardzo niepopularnej, która wywołałaby powszechny sprzeciw ludzi. Jezus rozpoznał tę przewrotność i dlatego nie wdawał się w bezsensowną dyskusję. Sięgnął głębiej – odwołał się do podstawowych prawd i zasad moralnych, regulujących wszelkie relacje między człowiekiem, Bogiem a społeczeństwem. Zasady te są ustanowione przez Boga, są niezbywalnym prawem człowieka i dlatego nikt nie może ich zmieniać ani łamać. Nad nimi się nawet nie dyskutuje; co najwyżej trzeba tylko szukać dobrego ich zrozumienia.
Bóg, który jest Stwórcą świata i człowieka, respektuje słuszną autonomię świata stworzonego i respektuje wolność, w którą wyposażył człowieka. Dlatego też oddzielił sprawy boskie od ludzkich, bo rozgrywają się one na różnych płaszczyznach. Ale to nie znaczy, że są one zupełnie niezależne, jak to często próbuje się nam wmawiać, postulując radykalne rozdzielenie Kościoła i państwa. W podtekście rozumie się to tak: chodźcie sobie do kościoła i tam bądźcie sobie katolikami, odmawiajcie sobie modlitwy, śpiewajcie pieśni, ale gdy z kościoła wyjdziecie, szybko o tym zapomnijcie. Tu jest świat, tu jest państwo i tu obowiązują inne prawa. Tu nie ma miejsca dla Boga, On musi się zadowolić kościołem! Trochę w to uwierzyliśmy i faktycznie katolikami jesteśmy najczęściej tylko w niedzielę na mszy, a w domu, pracy, szkole – w życiu – jesteśmy bezbożnikami, ukrywającymi skrzętnie jakiekolwiek związki z Bogiem. Nawet uzasadniliśmy to sobie specjalnym porzekadłem: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu... lampę”.
Tymczasem w życiu nie da się tak rozgraniczyć sfery „z Bogiem” i sfery „bez Boga”, bo życie ludzkie jest jednością. Płaszczyzny te przecinają się w człowieku: człowiek żyje i funkcjonuje zarówno w państwie – domenie cezara, jak i w Kościele, czyli na płaszczyźnie nadprzyrodzonej. Wszędzie należy respektować prawo Boże, prawdę, dobro, piękno – czyli właśnie Boga. Jeśli nasze życie będzie ukierunkowane na Boga, będzie też w najpełniejszym tego słowa znaczeniu ukierunkowane na człowieka. Bo człowieka nie da się do końca zrozumieć ani mu służyć – bez Chrystusa. Chrystusa nie musimy się bać! Śmiało możemy otworzyć przed Nim drzwi swojego życia, systemów społecznych, politycznych, ekonomicznych.
Natomiast trzeba się bać tych, którzy chcieliby uzurpować sobie w całym zakresie władzę nad obydwoma porządkami. A więc z jednej strony tych, którzy próbują dochodzić prawdy i dobra nie przez osobiste świadectwo wierności, przekonywanie i argumentację, lecz tylko na drodze urzędowej, środkami przymusu, dekretami, naciskiem politycznym. A z drugiej strony należy się bać nadopiekuńczości władzy państwowej, przekraczania jej kompetencji, wtrącania się w dziedzinę ducha.
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, przeciwnie, jest naszym obowiązkiem, aby katolicy w życiu społecznym posługując się normalnymi „świeckimi” sposobami działania przekształcali świat w duchu Ewangelii. A więc mamy stanowić prawo zgodne z prawdą i dobrem człowieka, mamy cierpliwie wychowywać, nauczać, świadczyć osobistym przykładem, formować sumienia, a nie tylko urzędowo egzekwować przepisy prawa.
Bo człowiek jest wolny i nawet Bóg respektuje wolność ludzkiego sumienia i nie narzuca niczego siłą. Natomiast trzeba wspomagać ludzką wolność i tak kształtować zasady i instytucje życia społecznego, aby pomagały, a nie przeszkadzały czynić dobro. Kościół ma prawo i obowiązek się o to dopominać.
Ks. Mariusz Pohl